Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Pieraniu

Wiersze.

        Jan Kasprowicz,2.II.1878

Poranna jutrznia wschodzi 
I blaskiem mile świeci 
Pod skronią ziemskich dzieci, 
Będących jeszcze w uśpieniu... 
Oto śliczna zorza wstaje, 
Co z siebie słońce wydaje, 
Co słońce rodzi... 

Witaj jutrznio ! Witaj zorzo ! 
Witaj Słońca Rodzicielko !

Tutaj przed Tobą się korzą 
I króle i wodze i pany 
Bo Panią,Maryjoś wielką 
I owoc z Ciebie wydany 
Najdroższy z wszystkich nasieni... 
Lud tu stojąc z gromnicą 
Wielbi Cię,sławi Dziewicą 
Ze wszystkich Dziewic wybraną, 
Czystą,Niepokalaną !

 

"EGO MANCIPIUM MARIAE".

      Ks.Kazimierz Józef Łabiński OMI - Markowice 1987`

Pędzel Petriego wyczarował

Na drewnie i dobranych deskach

Symfonię pierańska

I utrwalił w epopei maryjnego uwielbienia

Skra niewolniczej miłości

Położona u stóp Maryi

Zabrzmiała branym do Nieba hymnem

Bożego Macierzyństwa.

 

Z pełnią Bożej Wszechmocy

Jednoczyło się niewystarczalne człowieczeństwo

Nieskalane dzieło Ojca,Syna i Ducha Świętego.

 

Uderzono w dzwony i kotły,

Odezwały się fanfary

Złoty pierścień spadł z nieba

Na ludzkie palce :

Sygnet królewskiej godności.

Rozległy  się słowa przysięgi :

"Ego mancipium Mariae...".

Szybko aniołowie skrzydlaci zaniesli z nieba

Na biskupie pastorały

Serwitut łaski

I nisko się pokłonili

Czcicielom Najświętszej Panienki.

 

I tak pierańskie sanktuarium

Okryte płaszczem chwały

Szybko otwarło

Bożej Rodzicielki troskliwy skarbiec.

 

Złote pokłosie barokowych rzeżb

Ma czas,poczeka

I poezja zaniesie myśl bożą

Do ula ziemskich zmagań,

Jak pszczoła zebrany nektar.

Nad pochylonymi głowami modlącego się ludu

Rozpętała się burza polichromii na drewnie.

 

Błysnął piorun,

Przeleciał

I skuł pancerzem

Ludzką chwiejność

I iluminację psałterza i chorał.

Pod powiekami zajaśniał obrys śmierci

Uciekającej z dantejskiego nieba.

Skrzydlata symfonia

Z palcem na ustach

Kazała milczeć i słuchać.

 

Lękom i trwodze pokazała czeluście,

Sercu wzgórz wonnhych kadzideł.

Jakżeż tu nie oprzeć się tęsknocie lipcowego lata

I nie pójść do sali godowej Ojca.

 

Wypada więc bić w tarabany,

Huczeć pierańskiej symfonii,

Śpiewać pieśni zwycięstwa pielgrzymów

niesie się daleko muzyka maryjnej chwały,

Rozlewa jak nawałność,

Rwąc nawet korę z nieczułych dębów.

Nikt nie ma prawa pomawiać Boga o arkana.

Nikt nie może szukać profitów do przywileju,

Choć wszyscy w tej drewnianej świątyni

 

Kiedyś ciskali czapki na deski podłogi,

Gdy w oczach ich mieniło się kolorowe koło życia

Kupionego za cenę krwi Bożego Syna,

Nad którym czuwała kochająca ręka Bożej Matki.

 

 

"SŁOŃCE W LAS ZACHODZIŁO".

         Irena Niedzielska,Poznań 1995`

 

Kończył się dzień czerwcowy

Zaciszny,uroczy zakątek

Drewniany kościół i groty.

   Wiejskie pola,skradamy się cicho

   Ksiądz jakby częścią kościoła

   Przerzut przez wieki całe

   Na deskach polichromia.

Zagubiona na Ziemi Kujawskiej

Perła z Santa Marya Maggiore

Śnieżna,cudowna jak w Rzymie

Matka Boska Pierańska.

   Obraz bez wota jednego

   Z nielicznych sukienkę zrobiono

   Patrzę na przepiękny obraz

   Nie mogę głowy unieść.

Trudno,losy tak chciały

Boli mnie ręka i ramię

Nic to...

Jak mówił "mały rycerz"

Patrzę wzruszona i milczę

   W tym dniu o słońca zachodzie

   Deski i drewno skrzypiało

   Ona cicha,pokorna jak zawsze

   Promień wieczoru,pacierz zmierzchu

Milczący kościół drogocenny

Wsłuchany w wiejskie dżwięki

Los go nie pieścił nigdy

Drewniana róża z cierniem.

   Ptaki śpiewają co rano

   Niesie wiatr sygnaturkę

   W zadumie pomilczy pielgrzymka

Uwieczni na zdjęciu wycieczka

Została mi Światłość Jakaś

Echa gdzieś poszły,posnęły

W uszach mi dzwoni cisza

A w oczach Jej Wizerunek.

Irena Niedzielska,Poznań 1995`

 

 

Kwiaty już zakwitły,sosny się zielenią. 
Zwierzęta z dziupli wyglądają,jelenie z rzeki piją. 
Wilki zajęcy szukają,a zające się przed nimi kryją.
Sowy nocą wyglądają i oczy swe otwierają,
na ten cały przyrodniczy świat.
Bo wiosna przyszła kolorowa: piękna,wiosenna,majowa.
Wiosno,wiosno tyś taka piękna,na rączce swej słowika masz.
I jaskółka na główce Ci usiadła,bo piękną różyczkę trzymałaś.
Pszczoły się zbudziły i miód zrobiły,
młyn mąkę już mieli,a my zadowoleni.

 

 
Wiosno,wiosno czemuś taka,że przychodzisz sama.
Lato jesień ma i zimę,a ty powiedz,wyjaw mi z kim przyszłaś dziś.
Lato słońce i ciepło nam przyniosło.
Jesień liście i wiatr srogi.
Zima śnieg i zaspy,
a ty chyba deszcz ponury,smutny deszcz wiosenny.
Bo na dworze tak tam leje.
Mokro i zimno wszędzie jest,dlaczego,powiedz mi.
Ja wiosnę inną wyobrażałam sobie.
Czemuś przyszła taka ?
Myślałam,że będziesz ciepła,zabawna i ładna,
a ty jesteś zimna,smutna,i brzydka.
Wiosno,wiosno ponura odejdź stąd ! 
Ja chcę ciepłą wiosnę widzieć i czuć.
Bo to,co najlepsze,jedyne,prawdziwe, 
to wiosna ciepła i piękna daje mi.
 

 

Lecą z góry,niczym ptaki.
Grają w rytm muzyki.
Krople deszczu lecą z góry,na listki brzozy.
Odbijają się tu i tam. 
Bim,bom,bam.
Aż wiewiórka z dziurki wyjrzała i się temu  przypatrywała,
jak krople deszczu lecą z góry tu i tam. 
Zając się wystraszył,że mu domek zaleje i myknął do norki.
A wiosna się temu przyglądała i się roześmiała.
 

 

Mikołaju,Mikołaju,Święty Mikołaju !
Na saniach swych pędzisz w przestworza do Boga,
który w niebie czeka.
Dzieci dobre i złe,na Ciebie Mikołaju czekają,
bo wiedzą,że prezantów dasz im moc.
Bo Ty taki Anioł Dzieci jesteś.
Dzieci dobre,
moc prezentów dostaną,
a złe,
rózgi piekielne czekają.
Bóg Cię mocą obdarzył,byś marzenia mógł spełniać.
Dzieci się weselą,
gdy o Tobie myślą,
są wesołe i szczęśliwe,
Ty tą radość sprawiasz im.
 

 

Zimo,zimo zła jesteś taka zimna 
jak mgła,która nocą jest,
kiedy pada deszcz.
Dzieci
zimą bałwany lepią i śnieżkami się rzucają,
bo radość to sprawia im,
więc zimą bawimy się.
Zima jest smutna i zimna dla niektórych,
lecz dla mnie jest wesoła i radosna,
bo zimą pełno zabawy jest :
śnieżkami możemy rzucać się,
bałwana lepić,
z górki na sankach i nartach zjeżdżać możemy
i to co najweselsze możemy robić.
 
                        Wiktoria Gralak  
 

 

W małej wiosce na Kujawach
mamy niedużą szkołę.
Jej patronem jest
Pierański Oddział Straży Ludowej.
Tutaj walczyli nasi przodkowie
i życie swoje oddali.
Byśmy spokojnie uczyli się
i tutaj dorastali.
Szkoła w Pieraniu liczy sześć klas,
choć kiedyś osiem miała,
lecz życie w niej się nie zmieniło
i ciągle jest wspaniała.
Są tu świetni nauczyciele,
którzy nam wiedzę przekazują,
niektórzy z nich się tytaj uczyli,
więc czasu dla nas nie żałują.
Wielu ,być może,wyszło z tej szkoły
uczonych,o których wcale nie wiemy.
My byśmy też chcieli być tacy.
Staramy się i będziemy !
Każdy się uczy i nikt nie boi,
przez świat odważnie kroczy,
bo zawsze przy nas jest Matka Boża,
która czuwa dzień i w nocy.
 

 

 
Niedaleko mojej wioski,
słychac piękne Boże piosnki.
Tam kościółek się znajduje,
a ja o nim tak rymuję.
 
Matka Boża nas tu strzeże,
modlimy się do Niej szczerze.
Nasza Pani to sprawiła,
że relikwiami papieża nas obdarzyła.
 
W naszej świątyni remont mamy
i ją ciągle odnawiamy,
a jeżeli nie wierzycie
przyjdżcie,sami zobaczycie.
 
Ksiądz Czechyra Was zaprasza,
bo świątynia piękna nasza,
a Pieranie z tego słynie,
że tak piękną ma świątynię.
 

 

Kiedy przyjeżdżam ze szkoły
Nie wchodzę prosto do domu
Lecz staję i podziwiam
Liście orzecha i klonu.
Potem idę zjeść obiad
Zaglądam do planu lekcji
Czy będę mogła znów wyjść
Żeby się oddać refleksji.
Bo złońce już tak nie grzeje
I patrzę na ptaków klucze
Trzeba korzystać z pogody
Wieczorem się jeszcze pouczę.
Najbardziej mnie zachwycają
Dywany z liści utkane
Gdy mam na spacer ochotę
Najcześciej zabieram Mamę.
 

 

Jest dużo grzybów w sosnowym lesie
Każdy z nas pełen koszyk przyniesie.
Tu rośnie kożlak,a tutaj krawiec
Oba gadają sobie w trawie.
Dalej borowik,rydz,surojatka
Sowa,podgrzybek,cała gromadka.
Tam stoi kurka pomarańczowa
Gdacze na gąskę,a ta się chowa.
Niedaleko piekny,czerwony
Stoi muchomor osamotniony.
- Hej zostaw mnie,nie rusz
Ojej,ktoś wdepnął mi na kapelusz !
Śmiały się z niego dumne i głupie
Ale za chwilę były już w zupie.
 

 

Już się zbliża jesień,pola puste,szare
W górze krzyk ptaków na pożegnanie
Jakby wołały do zobaczenia
Wrócimy,jak wiosna nastanie.
Bo ptaki także mają dwie ojczyzny
Jak człowiek wyjeżdża,powraca
Lecz najważniejsze jest gniazdo rodzinne
W końcu zatęskni,wraca.
Jakże bym chciała tak jak te ptaki
Fruwać beztrosko bez granic.
Bo bardzo ciężko jest człowiekowi
Gdy nic nie ma i nie ma na nic.
 

 

Każdy z nas ma kogoś bliskiego
Rodzinę,przyjaciela,znajomego.
I każdy z nas ma jakieś problemy
Z którymi sami poradzić sobie nie możemy.
Potrzebujemy cudzej pomocy
I w niektórych przypadkach Bożej mocy.
Wtedy pomodlić się idziemy
Matka Boża nam pomoże i my to wiemy.
Kiedy ciężko ci na duszy
Idż do kościoła,do góry uszy.
Bo Bóg to szczęście,nadzieja,siła
Cóż by bez Boga wiara znaczyła.



Nieraz we śnie marzą dzieci
Że Mikołaj znów przyleci.
W pięknych saniach
Renifery zaprzężone będą cztery.
Wyładuje wielkie paczki
Woła - chodżcie tu dzieciaczki
Bo ja przecież dalej lecę
Dużo dzieci jest na świecie.
- Leć,leć dalej Mikołaju
Do tych dzieci co nie mają
ani wody,ani chleba
Takich paczek im potrzeba.
Zawież leki i słodycze
Niech i one mają święta.
Niech nie myślą że są sami
Bo jest ktoś,kto o nich pamięta.
 

 

Wigilia to czas magiczny
Wszyscy śpiewają kolędy.
Siadają razem przy stole
Rozdają sobie prezenty.
Już pięknie stół nakryty
Ty odświętnie ubrany.
Prezenty pod choinką
Każdy uradowany.
Lecz czy to najważniejsze ?
Jest także pusty talerz
Symbol przybysza obcego
Każdy go stawia na stole.
Nagle ktoś puka do drzwi
Ktoś kogo wcale nie znamy.
- Idż precz stąd obcy człowieku
My tu Wigilię mamy !
Do domu go nie wpuszcza
Wzgardliwie patrzy na niego.
- Idż precz,tu nie ma miejsca
Idż do domu swego !
Być może ten człowiek
Co nie przestąpił progu.
W zamian za ciepłą strawę
Przyniósł całego siebie i Boga.
Więc pomyśl o pustym talerzu
Zanim się znajdzie na stole.
Czy jest on dla Ciebie czymś więcej
Niż tylko zwykłym symbolem ?
 

 

Droga Krzyżowa trudny czas
Wie o tym każdy z nas.
Jezus na śmierć zostaje skazany
A niewierny lud zadaje Mu bolesne rany.
Pytasz :
Jezus umarł za nas,dlaczego ?
Przecież nie zrobił nic złego.
Umarł,bo bardzo kocha ludzi
A teraz nadzieję w nich wszystkich budzi.
Że po śmierci tak,jak On do Nieba trafimy
I w pięknym miejscu się obudzimy.
Stać będziemy obok Boga
Nie dotknie nas żadna trwoga.
Bo to dzięki Jezusowi otworzyły się Niebios bramy
I dzięki Niemu dostęp do Nieba mamy.
Nadzieja,wiara,szczęście w nim
On jest Panem mym.

                  Martyna Grzeszak 


Redakcja internetowej strony,
zachęca dzieci do nadsyłania swoich wierszy.