|
W trakcie badań archeologicznych w formie nadzoru, prowadzonych od czerwca 2007` przez mgr Wojciecha Miłka z Instytutu Archeologii UMK w Toruniu, na polecenie Delegatury Bydgoskiej Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, odnaleziono pod podłogą nawy głównej XVIII - wiecznego, drewnianego kościoła, głaz z osobliwymi zagłębieniami, które stanową świadectwo średniowiecznych obrzędów praktykowanych przez mieszkańców Pierania w Wielką Sobotę - wigilię Święta Zmartwychwstania Chrystusa, kiedy ze świątynnej ściany /fundamentu/ niecono sakralny ogień.
Wierzchnia, płaska strona kamienia zawiera 9-15 regularnych zagłębień o średnicy od ok.1,8 cm do ok.2,5 cm i głębokości sięgającej maksymalnie 2 cm. Posiadają one kształt półkolisty (głębsze dołki),lub miseczkowaty (płytsze dołki).
TAJEMNICA ZAGŁĘBIEŃ
Zagłębienia naświątynne należą do wyjątkowo słabo zbadanych i opisanych w literaturze, mimo iż występują na murach kościołów w wielu rejonach Polski. Wiadomo o ich istnieniu także na sąsiednich terenach - na Pomorzu Zaodrzańskim, wyspie Rugii, w Brandenburgii, Dolnej Saksonii, a nawet w południowej Szwecji.
Na temat pochodzenia tych dołków krąży wiele barwnych i fantastycznych opowieści, serwowanych czasem przez przewodników co bardziej dociekliwym turystom. Według najbarwniejszej z nich miałyby to być ślady prastarych praktyk pokutnych, polegających na wierceniu palcem zagłębień w ścianie budowli sakralnej, do krwi i kości, dla odkupienia bólem grzechu cudzołóstwa. Z kolei obmowa, kłamstwo, krzywoprzysięstwo wymagały rzekomo użycia w tym celu nieprzyzwoitego, grzesznego języka ! Mniej fantastyczne opinie, mające pewne uzasadnienie w nowożytnej obrzędowości ludowej głoszą, że zagłębienia powstały w wyniku pozyskiwania "święconego" pyłu kamiennego, podawanego z paszą choremu bydłu, jako środek leczniczy. Zdrowiu człowieka dobrze natomiast służyło magiczne drążenie nowego dołka i trzykrotne wchuchiwanie weń choroby.
Skromna literatura naukowa, tycząca zagłębień występujących na odnalezionym głazie, przedstawia najbardziej prawdopodobną możliwością ich genezy - z nieceniem świętego ognia za pomocą tzw. świdra ogniowego.
Niecenie ognia przy pomocy tego rodzaju świdra stosowano w Europie od blisko 9 tysięcy lat (od środkowej epoki kamienia),po czasy niemal nam współczesne. Technika pozostawała ciągle taka sama. Polegała ona na obracaniu wiertła z twardego drewna w obu kierunkach na cięciwie prostego łuku, poruszanego w obie strony. W przypadku dołków na ścianach świątyń tylny koniec wiertła, stożkowato zastrugany, opierano o stabilną, pionową płaszczyznę muru (ceglanego lub kamiennego).Po kilku obrotach drążył on tutaj gniazdko (dołek),dobrze je mocujące w murze. Przedni koniec wiertła natomiast wirował w podstawionej doń prostopadle, miękkiej deszczułce. Przyciskano nią świder do muru, powodując jednocześnie pożądane tarcie na styku deszczułki i obracającego się wiertła i wywołanie efektu cieplnego. Po kilkunastu lub kilkudziesięciu sekundach pracy przyłożony w tym miejscu łatwopalny materiał, czyli hubka (np. suchy mech),zajmował się płomieniem. Cel został osiągnięty !
Sam ostry koniec wiertła ścierał się szybko, pozostawiając w efekcie w murze miseczkowaty lub półkolisty dołek.
ŚWIĘTY OGIEŃ W WIGILIĘ PASCHALNĄ
Kult ognia był głęboko zakorzeniony w obrzędowości Słowian, od średniowiecza po kulturę ludową początków XX w."Święty","żywy","boży","prawdziwy" ogień pełnił w pogańskiej religii Słowian rolę namiastki życiodajnego słońca oraz atrybutu niebiańskich bóstw. Ze względu na sakralny charakter ognia stosowanego w dorocznych uroczystościach i obrzędach, niecono go starożytną techniką, uświęconą wielowiekową tradycją, to znaczy przez tarcie drewna. Taki ogień był rytualnie czysty. Użycie żelaznych krzesiw tego wymogu nie spełniało.
Z jakich okazji niecono w przeszłości "święty" ogień? Najprawdopodobniej głównie w ważnych momentach cyklu słonecznego, akcentujących rytm zmian w przyrodzie. Były to przesilenia astronomiczne : wiosenne, letnie, jesienne i zimowe, które obchodzono bardzo uroczyście, koniecznie z użyciem ognia ! Ogniem witano wiosnę, celebrowano dzień "sobótkowy" i początek nowego roku.
Już w średniowieczu te przedchrześcijańskie tradycje niespodziewanie znalazły poparcie w obrzędowości usankcjonowanej przez Kościół katolicki. Pogańskie uroczystości wiosenne z ogniem, zastąpiła wielkosobotnia liturgia ognia. Święto Zmartwychwstania Chrystusa wchłonęło dawne rytuały związane z cyklem odradzającej się przyrody. Liturgia światła (lucernarium) - obrzęd rozpalania i święcenia przed kościołem ognia o zmroku w wigilię paschalną, nawiązuje do pogańskiego "nowego ognia" na wiosnę. Zapalony od niego paschał (woskowa świeca) jest symbolem zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa. W liturgii chrześcijańskiej symbolika światła świecy paschalnej rozjaśniając mroki ciemnego kościoła, odwołuje się do Chrystusa, który rozprasza mroki ludzkiego życia, nadając mu sens, a także do stworzenia świata, kiedy w mrokach ciemności rozbłysła światłość.
Niecenie takiego ognia o mury świątyń, winno być rytualnie nowe od samego początku. Znaczy to między innymi, że świder ogniowy przykładano do nienaruszonego jeszcze miejsca na kościelnej ścianie /fundamencie/.Potwierdza to duża liczba otworków na ścianach niektórych kościołów (na jednym z nich w Wielkopolsce było ich około 3,2 tys.). Według żywych do niedawna zwyczajów, utrwalonych w tradycji ludowej niektórych ziem Polski, mających na pewno bardzo starą metrykę,"stary ogień" gaszono po domach w Wielki Piątek, by następnego dnia w Wielką Sobotę uroczyście rozniecić "nowy święty ogień" z żaru przyniesionego sprzed kościoła.
|
   |